Najnowsze Wpisy

plusy i minusy Komentarze (3)
10. grudnia 2006 10:29:00
linkologia.pl spis.pl
Wszędzie pudła kartonowe. Od cholery tego. Pakowanie idzie pełną parą, we wtorek wymarsz. Staram się myśleć zarówno o dobrych, jak i złych stronach wyjazdu. Jestem zbyt stara, żeby bawić się w sentymentalne dywagacje pod tytułem, co by było gdyby......ciocia miała wąsy..... Niewątpliwie przeprowadzka z prawie 100 metrowego, dwupoziomowego mieszkania do niewielkich 50 m nie jest rzeczą radosną, jak również nie sprawia mi radości powrót do pensji krajowej w złotówkach. Wyprowadzka z uroczej, lesistej okolicy do blokowiska jest również frustrująca. Należy również dodać, że życie bez płacenia praktycznie podatków, jakie jest udziałem eurokratów, którym byłam jakiś czas, 7.5 godziny pracy dziennie, 18 dodatkowych dni wolnych od pracy, oprócz sobót, rzecz jasna wolnych, płacenie za przyjazd do kraju „gruszy” równoważnej naszej „gruszy” za okres lat co najmniej 10 może być faktycznie powodem do głębokiej depresji. Ale jak mówię, nic nie jest dane nam wiecznie, niestety. I dołowanie się z tego powodu nie miałoby sensu. A plus- pójdę zrekonstruować sobie zęby, bo jakoś nie przemawiają do mnie tutejsi dentyści, którzy leczą na leżąco i pod znieczuleniem, potem morda sztywna, raczej preferuję moją panią doktor, osobę doświadczoną i znającą się na rzeczy. Plusem jest możliwość „wyjścia na miasto” za pomocą komunikacji miejskiej, bo tutaj jak się jedzie – co najwyżej do pubu i pić się nie daje. Do tego pubu mogę wyjść z ludźmi gadającymi tym samym językiem, co ja i który sprawia mi znacznie więcej radości niż „european English”, coś w rodzaju murzyńskiej odmiany tego języka pod względem słowotwórstwa i gramatyki.... Do tego przestaną mnie rąbać stawy, bo tu wilgoć powoduje, że ostatnio tak mam, będę miała ma co dzień ludzi z którymi jak będę miała ochotę to się zobaczę a nie będę tylko mogła gadać z nimi na Skype. Uważam również, że nie będę musiała specjalnie pluć na Kaczystan, bo widziałam tutaj jak ludzie muszą się naszarpać aby przetrwać i utrzymać dobrą posadę a z kolei w Kaczystanie funkcjonuje jeszcze sporo skansenów, vide moja warszawska firma w której walki o byt praktycznie nie ma. A zwolnić nieudacznika w tej firmie jest chyba równie trudno, jak tutaj urzednika europejskiego w stopniu funkcjonariusza, nawet jak jest chory psychicznie ( u mnie tacy są i nie jest to moja opinia). Pracę, dobrą pracę, jest również trudno znaleźć i tu i tam. Moher mnie nie rusza, bo tutaj również chodzą oszołomy i walczą z różnymi egzotycznymi dla mnie rzeczami takimi jak psami, parkowaniem i innymi. Tutejszych polityków nie znam, bo nie muszę, to niewątpliwa korzyść, że można żyć, nie uczestnicząc w walce politycznej.... Jedna rzecz jest prawdą, nawet nie ironizując, jak tutaj człowiek pracuje to wie, że może normalnie życ. Ma opieke zdrowotną, płatną, ale refundowalną, kupuje dom nie zarzynając się. Ale musi znać dziwny tubylczy język plus francuski, bo inaczej ma raczej przechlapane i nie wyjdzie poza sprzątanie. No i uważam, że jedno jest dobre, z czego należy się cieszyć, można spokojnie jechać do Europy, posiedzieć, spróbować swoich sił tutaj, poszukać pracy. Nie trzeba pluć na kraj, jak robią to onetowe przygłupy, można się spakować i wrócić, gdy się nie uda. I to dla mnie, dla pokolenia limitowanych paszportów, 150 dolarowej promesy i masowych emigracji, czasem ze łzami w oczach to jest naprawdę sukces.
kaas : :

wracam powoli..... Komentarze (6)
01. grudnia 2006 15:20:00
linkologia.pl spis.pl

Wracam powoli. Zmienia sie blogowisko, moze i warto zajrzec tutaj?????

Chyba stad nigdy nie wyjade- tak nasunelo mi sie po dzisiejszej korespondencji, jaka dostalam od dzialu socjalnego we Wloszech. Oczywiście w ofertach firm przewozowych nadal sa bledy. Nie mam już pojecia jakie. Mam ochote babe rozszarpac. Oni chyba, te skurczybyki robia tak specjalnie, aby polskie firmy udupic. Aby pieniadze dostala firma najlepiej niemiecka, austriacka, belgijska…ale w zadnym razie nie polska…. W poniedziałek mam zadzwonic do Wloch do tej baby. Proszę o modlitwe i zrozumienie, bo inaczej faktycznie pozostanie tak, ze B będzie musial mi przysłać oplatek……

 

Z kolei dzis wyjaśniłam kobicie z tego samego urzedu, ze ja jak wyjeżdżam z Polski na kontrakt to nie musze się z tego spowiadac w Urzedzie Dzielnicowym. G…. ich obchodzi, ze jade sobie, rzecz jasna, wszelkie dokumenty przewozowe typu wiza i bilety, plus rozegranie spraw z pracodawca, administracja ( oplata czynszu) załatwiam, to oczywiste. Ale nie wysylam do Urzedu Gminy czy czegokolwiek, ze wlasnie sobie jade. I chyba kobita zrozumiala, bo napisala, ze allowance mi wyplaci. Bo początkowo zazadali dokumentu pod tytulem – pani takaataka znow jest w Polsce. Konia z rzedem, kto taki dokument wystawi….

 

Pozegnanie było sympatyczne, dostalam od G dwa piekne albumy, jeden "morza swiata", drugi o Belgii. Sa naprawde rewelacyjne. Ciasta były z dobrej firmy, ta cukiernia robi rzeczy dobre, wiec nie wyszlam na sknerusa. W ogole było milo i wzruszająco. Programowo ani slowa podziękowania nie wspomniałam o Heldze, nawet nie patrzyłam w jej strone. Tym ostatnim stuknieciem drzwi mnie tak wkurzyla, ze nawet nie powiem jej bye przy odjezdzie. Nie chce malpy znac.

 

Będę jeszcze przez 3 dni w pracy. I chwatit. W międzyczasie jeszcze zdaje holenderski. Zdaje to za duzo powiedziane. Staram się o papier. Nic nie umiem, może potrafie cos kupic w tym jezyku, ale niewiele wiecej.

 

Ciekawa jest reakcja ludzi. Podstawowe pytanie, gdzie wracasz. Do domu – odpowiadam, może cos się i urodzi, ale na razie wracam na stare smiecie. Ja teraz nawet nie chce myśleć o czymkolwiek nowym, nie jestem typem wagabundy i po prostu musze, co nieco "odpocząć po biegu". Fakt, większość moich kolegow raczej nie ma takich możliwości, nie maja u siebie w kraju pracy i mieszkan, ale tez i sa młodsi ode mnie. Rozmawiałam z kolega z Czech, on chciałby się tutaj ustawic. Jak wielu innych. Nie wiem, jak naprawde będzie, powoli te instytucje widze jako twory niezbyt przyjazne, akcesja nowych panstw powoduje z jednej strony strach przed dostępem do koryta ze strony dotychczasowych użytkowników. Z drugiej strony z zatrudnianiem jest na zasadzie laski pańskiej, nie wiadomo, komu na ile się uda jeszcze posiedzieć, tutaj nie ma  regul. Nawet jakby teraz  ta agencja headhunterska przyslala mi oferte, to pewnie by to spowodowalo moje zakłopotanie i szereg komplikacji życiowych…..

 

Ja już chce do domuuuuuuu……….a jeszcze pewnie będzie w tej Europie trzeba się poboksowac, tak przypuszczam……

 

 

kaas : :

cd. szukania..... Komentarze (4)
01. września 2006 09:52:00
linkologia.pl spis.pl

Staram sie jakoś zacząć wszystko od nowa, choć dalibóg, ten tydzień, który mija było dla mnie wyjątkowo ciezki. W niedziele jedzie Młoda do Polski i zostaje sama. Nie bardzo mi tez idzie z nowa maszyna, instrukcja jest napisana fatalnym jezykiem, chyba przez informatyka, który nie jest w stanie pojac, z jakimi trudnościami może spotkać się prosty użytkownik. Toteż siedzę, gapiąc się jak sroka w gnat, w jaki sposób się do tego sprzetu dobrać.

 

Taki koniec lata nastraja refleksyjnie, bardzo mi odpowiadają ciche popołudnia, gdy ide na spacer z psami. Delektuje się cisza, której jakos nagle zapragnęłam. W pracy tez mam spokoj, chwila przed burza, nadal wysyłam cv i martwi mnie brak odpowiedzi. Trochę czuje się zawiedziona Irlandia. Wolne etaty sa jedynie w przedsiębiorstwach farmaceutycznych dla ludzi z doświadczeniem. Zastanawiam się, czy tam tylko i wylacznie produkują piguły? Co prawda jeszcze wszystkiego nie przejrzałam, wczoraj dostalam informacje z Newscientsta. I tam tez  jak zwykle, posady, które mi by odpowiadaly sa w Ameryce, "pigularnie" w Anglii i Irlandii, biotechnologia i medycyna, na czym się z kolei nie za bardzo znam. Uważam, ze niektóre kierunki studiow należy zamknąć bez pardonu. Ludzie kształcą się nie wiadomo po co na jakichs egzotycznych i niepotrzebnych specjalistow. Niech ucza się na kontrolerow  i managerow jakości, przedstawicieli handlowych…

 

W farmacji większość prac w zakresie analizy lekow robi się niezmiernie upierdliwymi technikami i tych analitykow potrzeba. Gotowa jestem zamienic mój kontrakt, na którym siedze jak na rozzarzonych weglach na wlasnie taka robotke, ale na stale. Ale do tych robotek trzeba co najmniej dwa lata pracowac w firmie produkującej leki. I kolko się zamyka, bo na ogol jak ktos już w takiej firmie pracuje, to prace ma i go nie wyrzucaja. A ten co szuka, to nie ma doświadczenia. Czyli tak jak u nas.

 

Moja francuska sasiadka jeszcze nie ma pracy, od miesiąca targuje się z dwoma uniwersytetemi we Francji i nie ma ostatecznej odpowiedzi. Siedzi w tej Belgii nie wiadomo po co i przejada pieniadze. Jest wsciekla, ale mowi, ze takie ma juz zycie. Dwu- trzyletnie kontrakty a potem szukanie pracy abarot i od nowa…mowi, ze w jakims stopniu się przyzwyczaila. I ze za którymś razem to już nawet splywa jak po gesi.

 

Zycie się robi bardzo stresujące…..

 

 

 

kaas : :

rozmyslania przy CV Komentarze (1)
29. sierpnia 2006 15:37:00
linkologia.pl spis.pl

Znalazlam dojscie do internetu w labie. Wiec moge pisac rowniez pracujac na aparaturze. Bo siedzac tylko w biurze moge pisac oferty pracy. Biuro mnie frustruje. Wole pracowac normalnie.

 

Napisalam dzis calkiem fajna aplikacje, ale z gory wiem, ze dostane odpowiedz odmowna, bo to do jednej z takich instytucji quasi-europejskich. Ostatnio wykazuje sie dosc duza bezczelnoscia, aplikujac na stanowiska menagerskie, niestety moim powaznym defektem jest brak bieglego drugiego jezyka. Z kolei gdy pisze oferty dla debiutantow to zdaje sobie sprawe, ze mnie nie uwzglednia ze wzgledu na moj leciwy wiek a takze doktorat. W Polsce jest to powod do robienia sobie posmiechujek z kogos, kto nic nie umial to zrobil doktorat a tutaj doktor wpada w calkiem inna siatke plac. Stad trudnosc w znalezieniu pracy, podobnie zreszta jak u nas. Gdy doktor z pewnym stazem szuka w Polsce pracy nie po znajomosci to wyglada na to, ze jest jednostka nieprzystosowana i jakims nieudacznikiem, ktory nie sprawdzil sie w srodowisku.

 

Ostatnio powstaje nowa kategoria doktorow, ktorzy prosto po studiach zaliczyli studia doktoranckie aby przedluzyc mlodosc i zatrudnia sie od razu ich na stanowiskach adiunktow z wyzsza pensja. Sa one (bo to glownie dziewczyny) narazone natychmiast na ataki starszych stazem “magisterek”, co czesciowo jest uzasadnione, gdyz tak naprawde nie maja ich wprawy i rutyny i niewiele ponad to, co bylo przedmiotem ich dysertacji umieja….. Magisterki nie bardzo maja im ochote tlumaczyc cokolwiek. Znam taka dziewczyne, jest teraz u mnie na stypendium. Miala dosc mobbingu w swoim warszawskim instytucie ze strony starszych pracownikow.

 

Przyznam, ze nie mam takich wymagan aby byc szefowa a calkiem srednia placa w jakiejs irlandzkiej czy angielskiej firmie, ktora jest i tak sporo wieksza od tego, czego moge spodziewac sie w instytucie, mnie zadowoli w zupelnosci. Po ostatniej rozmowie z szefowa sie zaparlam, ze zrobie wszystko aby do niej do zakladu juz nigdy nie wrocic.

 

Siedzialam wczoraj w Jobpilocie z roznych krajow. W holenderskim w mojej branzy bylo 250 ofert, z ktorych czesc zapewne mi by pasowala. Szkopul w tym, ze to w firmach prywatnych i wymagana biegla znajomosc holenderskiego jest podstawa egzystencji. W polskiej wersji Jobpilota byly tylko posady dla przedstawicieli handlowych w roznych wariantach. Swiadczy to z cala pewnoscia jaka role ma pelnic nasz kraj w Europie. Akwizycja mi nie lezy z wielu wzgledow.

 

Coraz czesciej sledze oferty z Irlandii. Jest sporo ofert od niezbyt duzych prywatnych przedsiebiorstw, potrzebujacych ludzi do laboratorium. Na ogol potrzebuja ludzi w farmacji, do prac znanych mi jako wyjatkowo upierdliwe i nuzace. I pewnie bym nawet aplikowala nawet zakladajac z gruntu frustracje praca, ale fakt, ze nie mam doswiadczenia w laboratorium farmaceutycznym, w wielu przypadkach dyskwalifikuje. Sadze, ze za jakis czas wybiore sie osobiscie na rekonesans, z Ryanairem sa dosc tanie oferty lotow z Brukseli do Dublina. Uwazam to jednak za wyjscie ostateczne.

 

Kiedys jedna z komentatorek pisala o czyms takim jak szczescie…trzeba miec szczescie. Przekonalam sie, ze rzeczywiscie tak jest. Moja znajoma dostala przedluzenie kontraktu, siedzi tutaj juz czwarty rok. Nigdy nie musiala przezywac takich upokorzen i podejscia  ze strony szefa jak ja. Ma szefa Anglika, zawsze jej pomagal i popychal ja do przodu.

Zazdrosc jest uczuciem mi obcym, jakkolwiek odczulam w tym momencie uklucie w okolicy serca- do cholery, czemu mialam takiego pecha, ze trafilam na Szwaba, ktory mi przedluza z laski i do konca nigdy nie wiem, co dalej bedzie? Zawalczyl o kontrakt , ktory de facto jest kontraktem terminowym i prawdopodobnie nie uda sie go przedluzyc. A przeciez mam robote, zainteresowanych ludzi, kroja sie ciekawe tematy…..

 

No coz, przyjdzie mi wierzyc w teorie o szczesciu jako podstawie egzystencji. Bardzo mnie to bulwersuje, jako osobe pragmatyczna i wierzaca w to, ze na prawie wszystko mozemy miec jakis wplyw oraz mamy mozliwosc sobie pewne rzeczy wypracowac……..no moze oprocz rzeczy ostatecznych…ale tutaj juz nie my jestesmy sternikami…….

 

 

kaas : :

eurosobota Komentarze (0)
27. sierpnia 2006 18:33:00
linkologia.pl spis.pl
Wakacje można poznać po tym także, że nie ma ludzi w sieci. Moje gadu świeci się na szaro, ludzie korzystając z ostatnich dni sierpnia, powyjeżdżali gdzieś. Pogoda u mnie jest jeszcze letnia, ale już sporo pada. Niestety ulewy są spore. W związku z tym grzyby, które namiętnie zbieram, są wilgotne i kłapciowate. Dzisiaj zaczęłam suszyć porcję sitarzy (oraz dwa okazałe prawdziwki) w piekarniku i ciekawa jestem co z tego wyjdzie. Na duszone już nie mamy ochoty. Ostatnio były tego straszne ilości. Co ciekawsze to one nawet nie zdążą być robaczywe, zaraz po wyrośnięciu są pokryte białą pleśnią. W tym roku nie ma również jeżyn, w zeszłym roku były piękne, Niemniej jednak jeszcze jest lato. Z dużym żalem dziś napisałam sms Matowi, odmawiając udziału w rejsie. Przyznam, że bardzo chciałam popłynąć, ale zwykle się w życiu tak układa, że wszystkiego mieć naraz nie można. O tej prawdzie przekonuję się prawie codziennie. Musiałabym wracać z kilkoma przesiadkami a i tak zresztą trudno jest uzależniać się od czasu przypłynięcia jachtu do portu w Gdańsku. Ustaliliśmy, że płyniemy w przyszłym roku, ha, wiele się rzeczy pewnie w przyszłym roku wyjaśni. Niemniej jednak nie zamierzam rezygnować z rejsu morskiego. Ale fakt, że zarówno autobusy i tanie linie są tak ustawione, że jedzie się długo i do tego koszmarnie drogo, więc jazda do Belgii jest bez sensu.... Po blisko dwóch tygodniach zaadaptowałam się z powrotem i weekend spędziłam z Młodą na szaleństwach na pchlich targach i Kringlach. W dobre samopoczucie wprawia mnie fakt, że mogę znów dokupywać do kolekcji porcelanowe chodaki holenderskie (mam ich już 12 sztuk), obrazki z ładnymi domkami, gadżety żeglarskie a Młoda kupuje rzeczy afrykańskie do swojego pokoju. Dzisiaj też nabyłyśmy całkiem ładne kieliszki i szklanki do różnych gatunków piwa- jest taki facet, który skupuje takie rzeczy po knajpach i są niektóre rzeczy całkiem oryginalne. To naprawdę pozwala mi zapomnieć i oderwać się od rzeczywistości. Zadaję sobie pytanie, czy jestem jeszcze tutaj aż czy tylko 4 miesiące. Niemniej jednak jakiś to czas jest. Myślę powoli o dekoracji mojego warszawskiego mieszkania. Wczoraj wieczorem byłam również w pubie belgijskim. Młoda mnie wyciągnęła, aby pokazać jak bawią się młodzi Belgowie. W gruncie rzeczy wszystko się odbywa w dość schematyczny sposób. Otóż do godziny 10 schodzą się faceci. Zamawiają piwo i nie siadają, kiwając się w takt dość głośnych kawałków. Kobiet jest bardzo mało. W okolicy 11 zaczynają schodzić się panienki, w wieku różnym, czasem wyglądają na sporo po 40. Przychodzą same na ogół. Muzyka jest coraz głośniejsza, coraz więcej osób. Interesujące, że niewiele osób pali, jest głośno, ale spokojnie, brak jest jakichkolwiek symptomów awantur. Ludzie się kiwają i tak ponoć jest do 1-2, po czym zabawa się rozkręca. Coraz bardziej się kiwają. W końcu zaczynają lecieć ich belgijskie przeboje i wtedy się zaczyn a na całego. Z moich pobieżnych obserwacji muszę przyznać, że belgijki wyglądają z reguły starzej, są kanciaste w ruchach, Polki są zgrabniejsze i mniej sztywne. Nie doczekałam końca imprezy, z natury jestem śpiochem i do tego byłam kierowcą. Wypiłam jednego dozwolonego Hoegardena, to takie mętne piwo, niezbyt mocne, ale dobre. W ogóle ich piwa są smaczne, lubię też Krieka o smaku wiśniowym. Niewiele zrobiłam przez weekend. Jakoś nie mogę się skupić. A zresztą..cholera, kto w eurofirmach pracuje w dni wolne???
kaas : :

efaa | historia-o-pewnej-znajomosci | ewelina-15 | koffana-sturgusia | mj-sex | Mailing